LUMANN – początki

Cofnijmy się o 10 lat – jest początek XXI wieku, żyjecie w Polsce, w dużym mieście. Urządzacie mieszkanie lub dom. Nie chcecie kupować mebli i dodatków z popularnych sieciówek, wolicie wspierać lokalną produkcję i lokalnych projektantów. Prasa wnętrzarska rzadko, bo rzadko, ale prezentuje ciekawe polskie projekty – zaczynacie mieć na nie chrapkę. Przed zakupem chcecie je jednak zobaczyć na żywo. I tutaj pojawiają się pierwsze zaskoczenia, bo paradoksalnie w Polsce, w pierwszej dekadzie XXI wieku, polskich projektów nie znajdziecie na ekspozycji trójmiejskich sklepów. To moja historia.

Trafia na ludzi zdeterminowanych i by usiąść na fotelu RM58 projektu Romana Modzelewskiego jedziemy najpierw do Warszawy, a potem do Łodzi. Udaje się – fotel RM58 okazuje się nie tylko piękny, ale i obłędnie wygodny. Bez wahania decydujemy się na zakup. Pozostaje jednak zaskoczenie – jak to możliwe, że meble polskich projektantów łatwiej znaleźć w zagranicznych showroomach niż w Polsce? To zaskoczenie było na tyle silne, że postanowiłam to zmienić.

Lumann, 2015, fot. Kamila Gołębiewska / viabirdie.com

Nawiasem, ta zmiana była równocześnie ogromną zmianą w moim życiu zawodowym. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że była zmianą najlepszą. Zostawiłam zawód, któremu poświęciłam lata nauki, pracy oraz wiele zarwanych nocy, żeby robić coś co, jak się okazało, będzie wymagało ode mnie jeszcze więcej pracy i jeszcze więcej zarwanych nocy. Różnica tkwiła w poziomie satysfakcji.

Lumann, 2015, fot. Kamila Gołębiewska / viabirdie.com

W połowie 2014 r. uruchomiłam sklep internetowy LUMANNdesign.com, a pierwszego dnia wiosny 2015 r. – sklep stacjonarny Lumann przy al. Grunwaldzkiej 14 w Gdańsku. W tamtym czasie wydawało mi się, że otwierając sklep z polskim wzornictwem wypełniam niszę i spełniam sny każdego Polaka o posiadaniu polskich mebli i dodatków. Dość szybko i boleśnie przekonałam się, że nazwiska polskich projektantów, nazwy polskich producentów, większości z nas niewiele mówiły. Bywały osoby, które słysząc, że prezentowane u nas meble są polskiej produkcji obracały się na pięcie i wychodziły – bo przecież polskie nie może być dobre, dobre jest tylko co włoskie, skandynawskie lub niemieckie. Bywały osoby, które uważały, że produkty polskiej jakości powinny być tańsze niż chińskie. Bywały też takie, które twierdziły, że wszystkie rzeczy, które u nas widzą są w stanie zrobić same za promil ceny. Bywało ciężko. Teraz gdy to wspominam, nie wiem jak to się stało, że się nie poddałam.

Lumann, 2015, fot. Kamila Gołębiewska / viabirdie.com

Lumann – można siadać, można dotykać.
Najczulej wspominam jednak czas, w którym stacjonarny Lumann postrzegany był przez odwiedzających jako mini muzeum lub galeria z dizajnerskimi obiektami. Niektórzy nieśmiało pytali, czy mogą wejść i się rozejrzeć. Kilka osób spytało, czy prezentowane rzeczy można gdzieś kupić, jakaś Pani dopytywała nawet, czy obowiązują bilety wstępu. Najczęściej pojawiały się jednak pytania o to, czy można dotknąć rzeczy, czy można usiąść na krześle lub fotelu.

Rzeczy zaprojektowane przez polskich projektantów, prezentowane wcześniej na nielicznych festiwalach designu tuż obok tabliczki „nie dotykać”, jawiły się wtedy jako rzeczy bardzo wyjątkowe i unikalne. Ich wartość użytkowa była po prostu wyparta i niedostrzegana. Atrakcyjny obiekt, który się ogląda, ale którego lepiej nie dotykać. Pomyślałam wtedy, że trzeba to koniecznie odczarować i zmienić postrzeganie przedmiotów z przede wszystkim pięknych, na przede wszystkim użytkowe. Stąd pomysł, by naszych gości już od progu witało hasło „Lumann – można siadać, można dotykać”. Ono od wejścia przełamywało i wciąż przełamuje lody.

Lumann w 2015 roku
W tym wpisie widzicie archiwalne zdjęcia Lumanna z 2015 roku. Większość produktów widocznych na zdjęciach wciąż jest w naszej ofercie, jak na przykład ten turkusowy fotel RM58 projektu Romana Modzelewskiego (Vzór), lustra Tafla projektu Oskara Zięty (Zięta Studio), krzesło Diago, stolik Łoś projektu Tabanda, czy stołki 1/2 projektu Witaminy D.

Na dziś kończę i zapraszam do nas – można siadać, można dotykać!

Lumann, 2015, fot. Kamila Gołębiewska / viabirdie.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń na górę